wtorek, 18 listopada 2014

Kolorowa jesień w bieszczadach - Solina dzień 4

Żegnamy Bieszczady  i nasz hotel


Aby choć trochę opóźnić powrót, decydujemy się na wizytę w Sandomierzu. To tutaj kręcono seria pt. "Ojciec Mateusz", którego niestety, albo stety nie miałam przyjemności zobaczenia ani jednego odcinka. Parkujemy pod samym rynkiem. Jest święto, parkometry są nieczynne, więc idziemy do celu naszej wyprawy.
Rynek jest ładny, klimatyczny. Sporo Młodych Par robi sobie fotki.
















Szykuje się chyba jakaś parada, bo pod budynkiem poczty coraz więcej przebierańców.
 My jednak nie czekamy na pokaz i idziemy na taras widokowy
Na klatce schodowej można obejrzeć galerię zdjęć z kręcenia filmu "Ojciec Mateusz", lub poczytać ciekawostki historyczne i turystyczne okolic..
Brama Opatowska - jedyna zachowana gotycka brama wjazdowa do miasta. Została wniesiona w XIV w. z fundacji Kazimierza Wielkiego. Na jej szczycie znajduje się taras widokowy, który 11 listopada był otwarty, choć na bilecie widnieją godziny zwiedzania od 10:00 do 18:00 od 1 maja do 30 września. Może dlatego, że pogoda była wspaniała i sprzyjała spacerom. A może dlatego, że był długi weekend.



poniedziałek, 17 listopada 2014

Kolorowa jesień w bieszczadach - Pętla Bieszczadzka - dzień 3

Kolejny dzień wita nas pięknym wschodem słońca
Po pysznym śniadanku, mamy w pakiecie relaksacyjny masaż. Biegniemy na dół, gdzie znajduje sią cała strefa wellens.
Po superanckim masażu, relaks w jacuzzi. Jednak po 20 minutach znowu nachodzą nas tzw. "robaki w tyłku". Relaks relaksem, ale ile można? :) Idziemy  na krótki rekonesans wkoło hotelu. Jest słonecznie i cieplutko. Znowu 19 stopni ciepła na termometrze. 















Wsiadamy w autko i jedziemy w kierunku Soliny. Zatrzymujemy się na pierwszym większym parkingu przed Soliną. Stoi tu całkiem sporo aut, wiec może jest coś ciekawego. My kierujemy się w kierunku Zalewu. Nie wiem, gdzie podziewa się reszta pasażerów pozostawionych na parkingu aut, ale my w lesie jesteśmy sami. Jest cieplutko, cichutko i nastrojowo. Dla mnie rewelacja.
 Zapora w Solinie prawie na wyciągnięcie ręki















We wsi Orelec czeka na nas Tołhaj - bieszczadzki zbójnik :) Bardzo fajny osobnik, pod którego pomnikiem stoją prowizoryczne dyby.
 A tutaj trochę historii o rozbójnikach

Jedziemy dalej do pierwszego bieszczadzkiego browaru Ursa Maior na zwiedzanie i degustację.
Wizytę zarezerwowałam na godz.13:00. Oczywiście miło i bezproblemowo zapraszają. Zajeżdżamy o 12:50, a jakiś facet w kowbojskim kapeluszu informuje mnie, że zwiedzanie jest przesunięte na godz. 13:30. No kurde nie mogli zadzwonić??? uprzedzić?? Po co biorą numer telefonu podczas zapisywania na zwiedzanie?
Duże rozczarowanie!!! Ani przepraszam, ani pocałuj mnie w zad. Albo za dobrze im się wiedzie, albo mają olewczy stosunek do turystów.

My nie zamierzamy czekać i jedziemy dalej, przez Ustrzyki Dolne, Rabe i Żłobek.


W Czarnej Górze odbijamy w prawo na Polańczyk, robiąc małą pętlę Bieszczadzką

Po powrocie do hotelu, idziemy na wzgórze Kiczara. Słońce już prawie zachodzi i cudownie oświetla wschodni brzeg zalewu. Widoki są zarąbiste!















wprost ze wzgórza kierujemy się ścieżką w dół i wychodzimy bezpośrednio przed nasz hotel

 To ostatnie chwile w Polańczyku :( Jutro nieuchronny powrót do codziennych zajęć.

niedziela, 16 listopada 2014

Kolorowa jesień w bieszczadach - zapora w Solinie - dzień 2

Wczoraj do hotelu dotarliśmy po zmroku, wiec widoczków nie było widać. Za to rano, obudził nas piękny wschód słońca. Oto widok z hotelowego balkonu

Cisza, spokój, relaks w saunie, jacuzzi  i basen - to plan na następne dni długiego listopadowego weekendu. Chwilę po śniadaniu, w ramach wykupionego pakietu mamy prywatną kąpiel w jacuzzi.
Kapeli w płatkach róż przy świecach - rewelacja. Jednak pod koniec, już nam się trochę nudzi - my chyba nie ten typ ludzi. Biegniemy na basen schłodzić się po gorącej kąpieli.
Basen też właściwie mamy tylko dla siebie. Jednak, po ok. 20 minutach stwierdzamy, że my nie foki, żeby się tyle się moczyć.
Bierzemy rowery i ruszamy nad Solinę, na koniec cypla w Polańczyku. Jest pochmurno, ale bardzo ciepło jak na listopad. Jedziemy w samych bluzach




 Nowo wybudowana amfiteatr za pieniądze z Unii. Stojąc na scenie fantastycznie niósł się głos.

Coraz częściej zza chmur wychodzi słoneczko, wiec pakujemy się w autko i ruszamy do Soliny na zaporę.
Zapora w Solinie jest największą i najwyższą w Polsce zaporą wodną o długości 664 m, wysokości 82 m i objętości betonu 760 000 m3. Zbiornik ma powierzchnię ok. 22 km² i największą w Polsce pojemność 472 mln m³. Zbudowano ją w latach 1960 – 1968 i uruchomiono w 1968 r.
Jest tak cieplutko, że idziemy w krótkich rękawkach. Musze przyznać, że jeszcze żadnego listopada nie chodziłam w bluzie, nie mówiąc już o krótkim rękawie. Normalna pora na kurtkę, a tu na termometrze 20 stopni!













Następnie jedziemy w kierunku zapory w Myczkowcach. Jezioro Myczkowieckie, pełni funkcję zbiornika wyrównawczego dla elektrowni wodnej w Solinie.Zapora jest dużo mniejsza, niż zapora w Solinie.
Całkowita długość ziemnej zapory wynosi 386 m, wysokości 17,5m i objętość betonu 216 tys. m3

Zaporę w Myczkowcach wybudowano w latach 1955-60 i oddano do użytku w 1961 r., czyli 7 lat przed uruchomieniem elektrowni w Solinie.
Widok z zapory na rzekę.
I urocza okolica

Jedziemy dalej w kierunku Leska zobaczyć Kamień Leski
oraz Synagogę Żydowską i Kirkut założony w XVI w. - jeden z najstarszych zachowanych cmentarzy żydowskich w Europie. Parkujemy w okolicy cmentarza i okazuje się, że brama jest opasana łańcuchem i zamknięta na kłódkę. Nagle, nie wiadomo skąd, pojawia się jakiś człowiek, który oferuje otwarcie kłódki za opłatą. Ja jestem chętna, bo targa mną ciekawość, ale ślubna połówka podnosi bunt, że za zwiedzanie cmentarzy, to się w Polsce jeszcze nie płaci. Tym razem ulegam i w ramach osłody jedziemy do cukierni "Słodki Domek", o którym się naczytałam w necie jeszcze przed wyjazdem. Cukiernia stoi prawie naprzeciwko Biedronki, tuż przy wjeździe do Leska od strony Sanoka.
Zapożyczam zdjęcie cukierni

Wybór słodkości ogromny, ludzi tak samo dużo, a przecież to nie sezon. Latem stoją tu chyba kolejki na parkingu.
Po deserku jest zbyt wcześnie, żeby wracać do hotelu i trochę zbyt późno, żeby się wypuścić gdzieś dalej.
Decydujemy się na poszukiwania średniowiecznego zamku Sobień.
Ruiny zamku Kmitów znajdują się na szczycie góry Sobień przy trasie pomiędzy miejscowością Załuż a Manasterzec (jadąc od Leska parking po lewej). Zamek został wzniesiony w 1340 roku przez króla Kazimierza Wielkiego. Dziś ruiny pełnią raczej funkcję tarasu widokowego, z którego można podziwiać piękne widoki na dolinę Sanu.
Nie wiem czemu, ale bawi mnie myśl, że kiedyś na tych terenach bawił sam Władysław Jagiełło, a teraz chodzimy my. Ciekawe, jak bardzo zmienił się charakter okolicy.







Coraz ciemniej, więc powoli wracamy do hotelu

sobota, 15 listopada 2014

Kolorowa jesień w bieszczadach - huta szkła w Krośnie - dzień 1

Miało być kolorowo, natomiast ruszamy z Warszawy w strugach deszczu. Jest szaro, buro i ponuro. Cieszy mnie jedynie kilka dni w nowym otoczeniu, poza domem i poza codziennymi obowiązkami.. Droga jest fatalna, leje prawie do samego Rzeszowa, jak się trafi ciężarówka, czy traktor to się ciągniemy za nim 30 km/h, bo nie sposób wyprzedzić :( Chyba się przyzwyczailiśmy do jazdy w innym kierunku (zachód) i w innych warunkach.  
W Krośnie na godz. 12:00 mamy zarezerwowaną wizytę w "Centrum Dziedzictwa Szkła", a przed nami traktor wlokący się 10km/h. Nie ma go jak wyprzedzić. Toczymy wyścig z  czasem.... mamy 15 km i 14 min do terminu rozpoczęcia zwiedzania. Przez telefon Pani z Centrum Szkła informuję mnie, że jak się spóźnimy 5-10 min to doprowadzi nas do grupy i wiele nie stracimy. Jak na złość, w Krośnie nawigacja pociągnęła nas w innym kierunku, niż powinniśmy jechać. Chwilę błądzimy, aż w końcu miły Pan rowerzysta każe nam jechać za sobą, to nam wskaże drogę. No to teraz my tamujemy ruch na drodze, ale rowerzysta dawał z siebie ile mógł, by pedałować jak najszybciej. Szczęśliwie parkujemy, płacimy 3 zł za parking i zdyszani wbiegamy po ruchomych schodach do kasy o 12:10. Kupujemy bilety i żeby było szybciej windą ruszamy do naszej grupy.
Widowisko prezentujące produkcję szkła już trwa. Z małej pomarańczowej kulki coś powstanie.


 W zaledwie kilka minut powstał wazon- niezbyt skomplikowany, ale jednak wazon.

Następnie Pan przewodnik zaprasza do spróbowania swych sił w dmuchaniu szkła. No to pędzę naprzód, bo oczywiście jestem bardzo ciekawa, jak trudne to zajęcie. No to zaczynam swoje dzieło ;)
 jeszcze trochę...
 i oto jest! Coś. Dziób delfinka?
Pamiątkowy medal za wydmuchanie szklanej formy czegoś :)
Przewodnik prowadzi nas do klatki schodowej schodów ruchomych, po których przed chwilą wbiegaliśmy. Okazuje się, że przegapiliśmy jedną z najnowszych atrakcji Centrum - malowidło 3D - "The UnderGlass”, wykonane przez Ryszarda „Ryha” Paprockiego. Jest to trzecie (po Niedzicy oraz Wieliczce) dzieło tego artysty. Jednak to w Krośnie, określane jest najbardziej skomplikowanym malowidłem 3D w Polsce. I jest to, jak na razie, jedyne malowidło trójwymiarowe pod dachem o powierzchni 80 m.kw.



Następnie udajemy się do stanowiska, gdzie szkło jest grawerowane. Panuje tam taki huk maszyny stojącej obok, że niewiele słychać, co opowiada "grawernik". Za to można pooglądać kolorowe wyroby na wystawie





Kolejno odwiedzamy następne stanowiska warsztatowe: malowania na szkle, produkcja witraży oraz produkcja szklanych figurek metodą palnikową.
Kolejny etap zwiedzania prowadzi do sklepiku z popisowymi wyrobami. Szklane figurki, choć piękne, to jednak niektóre ceny przyprawiają o zawrót głowy.














 Ten kocurek mnie zauroczył :)















Na samym końcu zwiedzane są piwnice przedprożne, które znajdują się pod drugiej stronie rynku.

Mieszczą przede wszystkim ekspozycję najcenniejszych dzieł szklanej sztuki, wykonanych przez najsłynniejszych artystów działających, lub związanych z Krosnem (Stanisław, Paweł oraz Stanisław Jan Borowscy, Jerzy i Mateusz Marajowie, Henryk i Rafał Ryszowie, Agnieszka Leśniak-Banasiak, Maciej Habrat, Marzena Krzemińska-Baluch, Stanisław Mól i Witold Śliwiński).



Przed odjazdem pokręciliśmy się po rynku i przekąsiliśmy co nie co w Szklanym Bistro - polecam bardzo dobre jedzonko.

Po 3 godzinach spędzonych w Krośnie ruszyliśmy dalej do Polańczyka, gdzie mieliśmy zarezerwowany pobyt w hotelu Skalny.