Dwa miejsca, których nie możesz pominąć w Alicante: kultowa promenada i zamek św. Barbary
Kolejnego dnia musieliśmy
wrócić do Alicante, żeby oddać auto na lotnisku. Z lotniska wróciliśmy
autobusem C6 z powrotem do centrum miasta. A skoro już tam byliśmy, szkoda było nie wykorzystać okazji i zobaczyć jeszcze kilka miejsc.
Wysiedliśmy przystanek wcześniej niż przy porcie, planując przejść całą promenadą pieszo. Szybko okazało się jednak, że do tej „właściwej” mieliśmy jeszcze całkiem spory
kawałek do przejścia 🙂
Promenada w Alicante, czyli słynna Explanada de España jest niesamowita. Szeroki deptak ciągnący się wzdłuż portu, przyciąga wzrok charakterystyczną mozaiką z czerwonego, czarnego i białego marmuru. Falujące wzory tworzą ciekawą iluzję optyczną, jakby spacerowało się po morskiej fali. Promenada łączy port Puerta del Mar z zielonym Parkiem Canalejas.
Z jednej strony morze i port, a z drugiej eleganckie hotele.
Po drodze nie brakuje kawiarni, restauracji i ulicznych artystów, którzy dodają temu miejscu wyjątkowego klimatu. W sezonie bywa tłoczno, ale nawet wtedy warto tu zajrzeć - to jedno z tych miejsc, które po prostu trzeba zobaczyć będąc w Alicante.
Spacerując uliczkami starego miasta, skierowaliśmy
się w stronę zamku św. Barbary, który góruje nad Alicante na wysokim
wzniesieniu.
Już po chwili zaczęła się wspinaczka. I tu
trzeba się trochę spocić i złapać głębszy oddech, ale wysiłek szybko zostaje
wynagrodzony.
Sama twierdza robi ogromne wrażenie, a jej położenie na szczycie
góry gwarantuje spektakularne widoki na miasto i błękit Morza Śródziemnego.
Co ważne, wejście na zamek jest darmowe,
więc to idealna motywacja, żeby ruszyć w górę 😃
Zamek składa się z kilku poziomów, ale ten
absolutnie najlepszy znajduje się oczywiście najwyżej — przy wieżyczkach.
Zamek św. Barbary to w zasadzie jeden
wielki punkt widokowy, a na jego terenie nie
brakuje miejsc, z których można podziwiać Alicante z różnych perspektyw 😍
Zachwycają nie tylko widoki, również spacer po klimatycznych alejkach i zabytkowych murach robi wrażenie 😍
1963 roku opuszczone ruiny zostały
zaadaptowane na potrzeby turystyki i udostępnione zwiedzającym, dzięki czemu
dziś każdy może swobodnie spacerować po murach i tarasach, chłonąc niezapomniane
widoki.
Po zwiedzaniu czekał nas
jeszcze około 4-kilometrowy spacer do apartamentu. Trasa prowadziła
promenadą wzdłuż plaży, więc teoretycznie powinno być przyjemnie, No właśnie —
teoretycznie. Szczerze mówiąc, trudno mi zrozumieć, jak w takim miejscu można
odpocząć. Znalezienie wolnego skrawka piasku graniczyło z cudem: człowiek przy
człowieku, do tego hałas, krzyki i piski dzieci — totalny chaos.
Tym bardziej cieszyliśmy się, że mieszkaliśmy około 4 km od centrum. Tam plaża była zdecydowanie spokojniejsza i dużo bardziej sprzyjała relaksowi.








































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz